Nieważne, że nie jest interesująca. Śmiech był grzmotem. Moja twarz była maską. Nie płakałam. Nie ruszyłam się. Pozwoliłam ciszy osiąść we mnie jak nóż stygnący w wodzie. To był moment, w którym przestałam być jego żoną. Zmiana w moim sposobie myślenia. Nie skonfrontowałam się z nim tej nocy. Żadnych pijackich kłótni, żadnego błagania o odrobinę jego lojalności.
Na weselu, na którym byłam, mój mąż spędził cały wieczór wpatrzony w swoją koleżankę z pracy, tańcząc i śmiejąc się, a mnie prawie nie zauważając.
