Gry familijne
Centrum rozrywki
Stopniowo zaczęłam zauważać, jak bardzo mój mąż się zmienił. Sukces uderzył mu do głowy. Zaczął patrzeć z góry nie tylko na mnie, ale też na swoich szefów. „Sprzedaję te chińskie śmieci” – mówił w domu, sącząc drogie whisky. „Najważniejsze, żeby je dobrze zaprezentować, a kupią wszystko.”
Czasem sugerował inne źródła dochodu. „Klienci doceniają dobrą obsługę” – mrugał okiem. „I są gotowi za nią więcej zapłacić. Osobiście rozumiesz, prawda?”
