Wyprostowałem szlak, otarłem bok oka i wyszedłem mu prosto w oczy. Śmiech ucichł. Kościół zamarł.
Potem spokojnie – bez krzyku, bez łez – pochyliłem się do mikrofonu, powiedziałem:

Wyprostowałem szlak, otarłem bok oka i wyszedłem mu prosto w oczy. Śmiech ucichł. Kościół zamarł.
Potem spokojnie – bez krzyku, bez łez – pochyliłem się do mikrofonu, powiedziałem: