Tego wieczoru okazały hotel w Nowym Delhi lśnił elegancją. Ja – czterdziestoletni Rajesh Malhotra – wszedłem dumnie, trzymając za rękę moją piękną, młodą żonę, podczas gdy oczy ze wszystkich stron podążały za nami z podziwem.
Przyjęcie było po prostu wspaniałe: świeże kwiaty wypełniały salę, wyborne wino lało się strumieniami, a zespół na żywo grał delikatne indyjskie melodie. W tym momencie poczułem, że osiągnąłem szczyt radości i triumfu.
Ale gdy tylko wzniosłem toast, mój wzrok padł na postać w odległym kącie. Ubrana w skromny mundur, z włosami starannie związanymi, z tacą w dłoniach, stała twarz, którą znałem aż za dobrze.
