Siedzieliśmy na przeciwległych ławkach, popijając w milczeniu herbatę z lotosu, podczas gdy ojcowie czekali w strachu. Potem zgasło światło, pozostawiając tylko czerwoną lampę awaryjną. Kiedy generator znów zaczął działać, z sali nr 5 rozległy się krzyki – urodził się mój syn. Kilka minut później z sali nr 7 dobiegł płacz dziecka.
W dniu, w którym odwoziłem żonę na porodówkę, poznałem jej byłego adoratora, który również przyprowadził swoją żonę na poród. Oboje dzieci miały pewne dziwne cechy wspólne.
