Wspomnienia powróciły ze zdwojoną siłą: jak nalegał, żeby masować jej brzuch, „żeby dziecko czuło się blisko”, siniaki, które uważała za wynik niezdarności, noc, kiedy obudziła się, a on mamrotał coś do jej brzucha, a jego uścisk był o wiele mocniejszy, niż powinien być.
Podczas mojej ostatniej wizyty prenatalnej lekarz wpatrywał się w USG, trzęsąc mu się ręce. Powiedział cicho: „Musisz stąd wyjść i uciec od męża”.
