Doktor Cooper przełknęła ślinę i powoli obróciła ekran w jej stronę. Rozmazany, czarno-biały obraz ukazywał profil jej dziecka – delikatny i w pełni ukształtowany, z maleńkimi piąstkami przyciśniętymi do piersi. Ale Emma nie zamarła z powodu dziecka. Tym, co wstrzymało jej oddech, był cień czający się tuż za obrazem – słaby ślad czegoś, co wyglądało jak blizna, wyryta na policzku niemowlęcia, jakby coś uciskało jej macicę z niepokojącą siłą.
Podczas mojej ostatniej wizyty prenatalnej lekarz wpatrywał się w USG, trzęsąc mu się ręce. Powiedział cicho: „Musisz stąd wyjść i uciec od męża”.
