Zaczęłam więc gromadzić wszystko – wątki e-maili, dokumenty szpitalne, nieoficjalne komentarze życzliwych pielęgniarek. I kiedy to wszystko poskładałam w całość, zaczął wyłaniać się pewien schemat. Nie byłam jedyna. Były inne rodziny – inne, które zostały zwiedzione, zmanipulowane i wykorzystane. Ich poświęcenia, podobnie jak moje, zostały po cichu wykorzystane na korzyść możnych.
Oddałam mężowi część wątroby, wierząc, że ratuję mu życie. Ale kilka dni później lekarz wziął mnie na bok i wyszeptał słowa, które mnie zdruzgotały: „Proszę pani, ta wątroba nie była dla niego”.
