Moja dwuletnia córka uwielbiała bawić się koniem sąsiada i spędzała na tym wiele godzin, ale pewnego dnia dowiedzieliśmy się czegoś strasznego o tym koniu.


Przytuliła policzek do miękkiej grzywy konia, uderzyła dłońmi o jego ciepły grzbiet i objęła go ramionami za szyję. Jakby koń był jej największym przyjacielem, córka od czasu do czasu zasypiała nawet w sianie obok niego, gdy bawili się razem na stodole.
Koń to duże zwierzę, więc choć obserwowaliśmy je ze śmiechem, od czasu do czasu ogarniał nas wewnętrzny niepokój. Jednak już po pierwszych interakcjach widać było, że koń był niezwykle spokojny i bystry, jakby zdawał sobie sprawę, że kiedyś był dzieckiem wymagającym szczególnej opieki.