Dwa lata po tym, jak uratowałam życie kobiecie na wysokości 10 000 metrów, byłam w najgorszym stanie, z trudem wiążąc koniec z końcem i nie mogąc otrząsnąć się po stracie matki. W Wigilię ktoś zapukał do moich drzwi i przyniósł niespodziewany prezent i szansę na nowy początek od nieznajomej osoby, którą znałam.
Widziałam w życiu każdego rodzaju pasażerów, jakich można sobie wyobrazić – zdenerwowanych nowicjuszy, doświadczonych podróżujących służbowo i podekscytowanych urlopowiczów.
Ale jest jedna pasażerka, której nigdy nie zapomnę. Nie ze względu na jej markowe ubrania czy bilet w klasie biznes, ale ze względu na to, co wydarzyło się tamtego dnia na wysokości 10 000 metrów. Dwa lata później zmieniła moje życie w sposób, którego nigdy bym sobie nie wyobraziła.
