W kościele panowała cisza, przerywana jedynie cichymi okrzykami żałobników. Clara Evans stała jak sparaliżowana obok trumny swojego męża, Daniela , który rzekomo zginął trzy dni wcześniej w wypadku samochodowym. Tuliła do piersi ich dwuletnią córeczkę, Lily , a łzy spływały jej po twarzy.
W głosie księdza rozległo się: „Niech spoczywa w pokoju”.
