„W noc poślubną, gdy Robert delikatnie rozpinał suknię ślubną swojej narzeczonej, zamarł – to, co zobaczył pod koronką, sprawiło, że jego serce przestało bić”.
Robert Miller miał sześćdziesiąt pięć lat, był emerytowanym cieślą z Ohio, który mieszkał sam od śmierci żony Lindy pięć lat wcześniej. Ciche wieczory w jego małym domu stały się nie do zniesienia. Większość czasu spędzał na odwiedzaniu starych przyjaciół, licząc na to, że rozmowa złagodzi samotność.
