Ziemia uderzyła w wieko trumny z głuchym hukiem. Anna skrzywiła się, jakby każdy cios trafiał ją w serce. Nogi się pod nią ugięły; gdyby nie Lena, jej szkolna koleżanka, trzymająca ją mocno za łokieć, upadłaby tu i ówdzie, na przemoczony deszczem cmentarz.
„Trzymaj się, Aneczko, trzymaj się” – szepnęła Lena, ale jej słowa brzmiały jak przeszywające watę. Świat wokół niej stracił swoją wyrazistość. Rozmazane sylwetki w czerni, pochylone głowy, stłumione głosy – tylko trumna z ciałem Mariny pozostała boleśnie realna.
