Moja trzymiesięczna córeczka zaczynała krzyczeć z przerażenia każdego ranka, dokładnie o tej samej porze. To nie był normalny płacz dziecka, to było wycie zwierzęcego strachu. Ale nie to było najgorsze; najgorsze było to, że mój mąż, patrząc mi w oczy, chłodno mówił: „To twoja wina, jesteś złą matką”.
Lekarze stwierdzili, że przesadzam. Mąż oskarżył mnie o histerię. Byłam na skraju rozpaczy i zaczynałam wierzyć, że tracę rozum, dopóki nie zauważyłam jednego niepokojącego szczegółu, który nie miał logicznego wytłumaczenia.
