Tego ranka, kiedy to się stało, miasto wyglądało niemal nierealnie. Promienie słońca wlewały się przez szklane ściany sali konferencyjnej na najwyższym piętrze Hargrove Industries, nadając wszystkiemu złocisty, ostry odcień. W dole Chicago mieniło się ruchem, ale w środku powietrze było tak ciężkie, że nawet oddychanie przypominało bunt.
Na czele stołu siedział Leonard Hargrove, mój teść, założyciel wielomiliardowego imperium i człowiek, który uważał, że kontrola to jedyna forma szacunku. Wpatrywał się we mnie z opanowaniem kogoś, kto już zdecydował, jak skończy się ta historia.
