Andrzej zamarł na chwilę. Nie mógł pojąć tego, co zobaczył. Na dywanie w salonie, przed nim, jego synek Kuba próbował samodzielnie chodzić, korzystając z kul ortopedycznych.
Zofia, gospodyni, uklękła obok niego, delikatnie poprawiając postawę chłopca i dodając mu otuchy uśmiechem.
Ale to nie sama próba najbardziej zszokowała Andrzeja, ale głęboka, przejmująca determinacja malująca się na twarzy chłopca.
