Zaczęło się jak każde zwykłe popołudnie w spokojnej podmiejskiej okolicy – aż do momentu, gdy cichy głos przebił ciszę, dzwoniąc w telefon, który przyprawiłby o dreszcze nawet doświadczonego dyspozytora numeru alarmowego 911.
Chłopiec w słuchawce miał zaledwie siedem lat. Jego słowa były drżące, a ton naglący.
„Pomocy… moi rodzice, oni…”
