Przez większość dni penthouse Edwarda Granta przypominał pomnik żałoby: lśniące podłogi, ciche korytarze i smutek tak gęsty, że czuło się go jeszcze przed otwarciem drzwi. Miejsce było nieskazitelnie czyste, ale pozbawione życia. Cisza, która nie uspokaja – ona boli.
Edward zbudował imperium ze stali i szkła. Sale konferencyjne warte miliardy dolarów. Globalne wpływy. Ale w centrum tego wszystkiego siedziała jedna rzecz, której nigdy nie mógł naprawić: jego dziewięcioletni syn, Noah.
