Macocha napisała mi SMS-a, że nie jestem mile widziana w „naszym” luksusowym ośrodku. Otworzyłam więc laptopa i wyłączyłam dostęp jej rodzinie. Kilka minut później ich karty do spa przestały działać w połowie zabiegów. Wtedy właśnie odkryli, kto tak naprawdę jest właścicielem tego miejsca…
Wiadomość dotarła do mnie, gdy stałem w holu Sterling Cove, patrząc, jak deszcz spływa po ogromnych szklanych ścianach ośrodka wybudowanego przez mojego dziadka. Nie jesteś mile widziany w naszym luksusowym ośrodku. Nie zawstydzaj nas swoją obecnością.
