Maria otworzyła oczy bardzo powoli, jakby każda sekunda kosztowała ją więcej, niż miała do oddania. Oddech rwał się i skrzypiał w piersi, a ciało stało się obce — ciężkie, nieposłuszne, jak pusta skorupa. Choroba zabierała ją po kawałku, a świadomość raz po raz odpływała w szarą mgłę.
I właśnie w tej mgle zaczęły przesuwać się obrazy: dziewczęce lata na rozświetlonym słońcem …
👇 👇 👇 👇 👇