Czy w ostatnich dniach zauważyłeś kosa w ogrodzie, na balkonie, a nawet tuż przy oknie? Ta wizyta może być zaskakująca, intrygująca, a czasem nawet wzruszająca. I nie tylko Ty zastanawiasz się: dlaczego ten zazwyczaj dyskretny ptak nagle pojawia się tak blisko naszych domów? Pod koniec stycznia ta obserwacja jest powszechna… i wcale nie jest bez znaczenia, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecność kosa zimą.
Okres „dni kosa”, kluczowy moment

Tradycyjnie ostatnie trzy dni stycznia nazywane są dniami kosów. W powszechnej opinii odpowiadają one najzimniejszemu okresowi w roku. Stara legenda opowiada o kosie, niegdyś o jasnym upierzeniu, który schronił się w kominie, aby uciec przed przenikliwym zimnem. Po trzech dniach spędzonych w tym schronieniu, wyszedł stamtąd całkowicie czarny, pokryty sadzą.
Choć historia ta należy do folkloru, pozostawiła trwały ślad w naszej tradycji i zbiega się z bardzo realnym zjawiskiem: w środku zimy kosy zbliżają się do terenów zamieszkanych.
Dlaczego kosy zbliżają się do naszych domów?

Powód jest przede wszystkim pragmatyczny. Kos jest ptakiem wyjątkowo adaptacyjnym. Gdy temperatury spadają, a w środowisku naturalnym zaczyna brakować pożywienia, szuka on bardziej sprzyjających siedlisk. Ogrody, dziedzińce, balkony i parki miejskie często oferują to, czego szuka: opadłe owoce, owady ukryte w glebie, ozdobne jagody, a czasem karmniki dla ptaków ustawione przez mieszkańców.
Obszary miejskie oferują również znaczącą zaletę: jest tam nieco cieplej niż w lasach czy na otwartych polach. Budynki, mury i zadbana roślinność tworzą mikroklimat, dzięki któremu zimy są nieco łagodniejsze.