Moja bogata siostra weszła do sądu, jakby już należał do niej. Jej adwokat przesunął wniosek: „Cały spadek. Ze skutkiem natychmiastowym”. Moi rodzice skinęli głowami, jakby to przećwiczyli. Sędzia spojrzał na mnie: „Czy ma pan coś przeciwko?”. Powiedziałem tylko: „Chcę poczekać, aż przyjdzie ostatnia osoba”. Drzwi się otworzyły. Wszedł mężczyzna w czarnym garniturze, uniósł kopertę i wywołał moje nazwisko. Sędzia mrugnął, sięgnął po okulary i wyszeptał: „TO… NIE MOŻE BYĆ…”
Komornik wszczął sprawę, jakby czytał listę zakupów, a moja siostra wstała, zanim wypowiedział ostatnią sylabę. Nie dlatego, że chciała oddać hołd mojemu dziadkowi, ale dlatego, że chciała się do niego