Poczekałam, aż trzy kobiety

Poczekałam, aż trzy kobiety opuszczą pomieszczenie. Kiedy drzwi zamknęły się za nimi, uśmiechnęłam się lekko i dopiłam resztę kawy. Słowa Marianne wciąż dźwięczały mi w głowie — jej pewny, lekko wyniosły ton nie był jedynie przejawem arogancji, lecz także strachu. Tego subtelnego lęku ludzi, którzy przeczuwają, że dotychczasowy porządek wkrótce się zachwieje, ale wciąż kurczowo próbują go utrzymać.

Poprawiłam żakiet, spojrzałam na zegarek i ruszyłam w stronę najwyższego piętra, gdzie mieścił się gabinet dyrektora generalnego. Winda zatrzymała się bezszelestnie, a gdy drzwi się otworzyły, przywitała mnie inna cisza niż ta na niższych poziomach — spokojna, skupiona, jakby powietrze tu miało większą wagę.

Sekretarka siedząca przy biurku zerwała się natychmiast, gdy mnie zobaczyła.

— Dzień dobry, pani Weiss! Witamy serdecznie! — powiedziała nieco zdenerwowanym głosem. — Pan Keller z Rady wspominał, że przyjedzie pani później.

— Zmieniłam plany. Lubię zobaczyć miejsce, zanim ono przyzwyczai się do mojej obecności — odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.