Zabierzcie mi dziecko

Stałam przy wejściu do restauracji, trzymając mocno za rękę moją córkę. Kira była zmęczona po wizycie w przychodni, marudziła i wyraźnie była głodna. Właśnie wróciłyśmy z szczepienia, a ja obiecałam jej, że po wszystkim dostanie coś pysznego. Restauracja była blisko, a ja chciałam też sprawdzić, jak tam wszystko wygląda.

Nie byłam tu od trzech tygodni, odkąd Kira przeziębiła się, i przez ten czas siedziałam z nią w domu.

Byłam ubrana prosto: stare dżinsy, sweter z wyrwaną nitką na rękawie, sportowe buty. Włosy związane w kucyk, bez grama makijażu. Po nieprzespanej nocy z dzieckiem mającym gorączkę i porannym wyjściu do przychodni, wyglądałam, delikatnie mówiąc, na wyczerpaną. Ale nie miało to znaczenia.

Najważniejsze było to, że Kira czuła się lepiej i w końcu udało nam się zrobić szczepienie.

Pchnęłam drzwi restauracji i weszłam do środka. Sala była półpusta, godzina obiadowa jeszcze się nie zaczęła. Przy recepcji stała dziewczyna około dwudziestu pięciu lat, której wcześniej nie widziałam. Miała mocny makijaż, obcisłą sukienkę i wysoką fryzurę. Rozmawiała przez telefon, głośno się śmiejąc, nie zwracając na nas uwagi.

Kira pociągnęła mnie za rękę.