Dobrze, że awansowałaś

— Nadjuszko, usiądź. Mamy wiadomość.

Borys stał w drzwiach z winowatym, niemal nerwowym uśmiechem. Za nim majaczyła Sofija Własowna w nowym, drogim kardiganie, od razu widać było, że nie jest tani.

Nadieżda zdjęła buty. Nogi drżały od zmęczenia po zmianie — trzysta porcji gulaszu, bez ani jednej przerwy. Chciała tylko położyć się na łóżku i odpocząć, choćby na kilka minut.

— Mamo, wyjdź, przyszła, — krzyknął Borys.

Teściowa weszła do korytarza i spojrzała na Nadieżdę oceniającym wzrokiem, jakby ważyła każdy jej ruch od stóp do głów.

— Nadjuszko, kochanie, nie złość się od razu. To dla dobra nas wszystkich.

Nadieżda oparła się o ścianę, próbując znaleźć równowagę w zmęczeniu i napięciu.

— Co się stało? — zapytała, głosem zmęczonym, ale powściągliwym.