— Po coście do mnie przyszli?! Przecież macie ukochaną córkę, której podarowaliście mieszkanie!
Natalia stała przy oknie swojego gabinetu na dwudziestym trzecim piętrze i patrzyła na miasto rozciągające się poniżej niczym szachownica. Stąd wszystko wydawało się małe i możliwe do opanowania.
Samochody pełzały po alejach jak zabawkowe, ludzie byli maleńkimi punktami, a problemy… problemy pozostawały gdzieś tam, daleko na dole. Ale nie dziś.
Dziś problem wjechał windą i teraz siedział w poczekalni, czekając, aż sekretarka zaprosi go do gabinetu.
— Natalio Siergiejewno, przyszli państwo rodzice — głos Aliny zabrzmiał delikatnie, ale z lekkim zdziwieniem. W ciągu trzech lat pracy po raz pierwszy widziała czyichś krewnych w biurze.
— Wiem. Daj mi pięć minut.