Jak mogliście wyjechać i nic nie

— Jak mogliście wyjechać i nic nie powiedzieć?! — głos Josephine rozdarł ciszę ośrodka wypoczynkowego niczym syrena alarmowa.

Elina zamarła.

Dzieci wychyliły się z okna domku — Lili mocno ściskała pluszowego misia, a Gabriel mimowolnie zaciskał pięści.

Oscar zrobił krok do przodu, bledszy niż zwykle.

A Josephine już szła w ich stronę — w beżowym płaszczu, otoczona całą delegacją krewnych.

— Staliśmy pod waszymi drzwiami! — krzyczała dalej, wbijając wzrok w Elinę. — Telefony wyłączone! Nikt niczego nie zgłosił! Postanowiliście ukrywać się przed rodziną?!

— Po prostu wyjechaliśmy odpocząć — powiedziała spokojnie Elina, choć drżały jej palce. — Tylko na kilka dni.

— Ukradłaś mi syna! — wrzasnęła teściowa. — I wywiozłaś wnuki nie wiadomo gdzie! Bez zgody rodziny!

— Zgody? — Elina uniosła brwi. — Jesteśmy dorosłymi ludźmi.