Podpiszesz te papiery

— Podpiszesz te papiery, Ola! — krzyczał Wasilij. — A jak nie, to nie waż się potem jęczeć, że odszedłem do innej!

Telewizor w salonie buczał od rana. Wasilij, jak to zawsze w dzień wolny, rozsiadł się na kanapie w dresach: jedną ręką przewijał wiadomości w telefonie, drugą drapał się po boku. Pachniało smażoną cebulą — od siódmej rano krzątałam się w kuchni.

A raczej nie „krzątałam”, tylko robiłam to, co wszystkie żony „dla pozoru” robią w święta: gotowałam zupę, smażyłam kotlety, żeby potem nikt nie powiedział: „a co ty przez cały dzień zrobiłaś?”.

Dziś nasza rocznica. Dziesięć lat, odkąd postawili nam w paszporcie pieczątkę. Tydzień się zastanawiałam, co mu podarować. Chciałam czegoś sensownego. Wasilij od dawna rozglądał się za gamingowym laptopem. Nawet poszłam do sklepu, zorientować się w cenach. A te, oczywiście, takie, że serce zamiera, ale myślę — trudno, żyje się raz. A potem była ta wizyta u jego mamy… I całe to moje zapałanie jak ręką odjęło.

Pojechaliśmy do Galiny Pietrowny, jak zwykle „na godzinkę”. U niej ta „godzinka” zawsze zamienia się w trzy, bo najpierw herbata, potem ciasto, a potem jeszcze „poczekaj, tylko szybko opowiem”. Tylko że to jej „szybko” zwykle dotyczy cudzych sąsiadów, pogody i tego, że „u Oli znów nogi spuchnięte” — choć Ola ma swoją własną życie, ale mama Wasy zna, kto jakie ma zdrowie.

— No więc, Oluńka — zaczyna, kiedy już usiedliśmy do stołu. Głos tak słodki, że aż zęby bolą, a oczy patrzą prosto, bez mrugnięcia. — Tak sobie pomyślałam… Mieszkanie macie na ciebie zapisane, prawda?

Nie od razu zrozumiałam, do czego zmierza. Uśmiechnęłam się uprzejmie.