Po wielu latach niepłodności, Megan i Alex wreszcie przygarnęli cichą sześcioletnią dziewczynkę. Gdy ich nowe życie zaczynało w końcu przybierać kształt, jednolitą myśl ich córki rozwiązała wszystkie ich dotychczasowe wyobrażenia…
Spędzając dekadę na próbach zostania rodzicami, zaczynasz mieć wrażenie, że los za karę spisuje cię na straty za coś, czego nawet nie potrafisz nazwać.
Nie pamiętam, ile wizyt odbyliśmy.
Myślę, że straciłem rachubę po piątej klinice i po siódmym specjaliście, który z delikatnością stwierdził, że powinniśmy „zapanować nad oczekiwaniami”. Używali ostrożnych zwrotów, jakby unikanie słowa „nie” miało zmiękczyć cios.
„Spędzając dekadę na próbach zostania rodzicami, zaczynasz myśleć, że los karze cię”.
Rozpoznawałem kształty poczekalni. Potrafiłem wymieniać skutki uboczne leków jakby to była lista zakupów. Mój mąż, Alex, zachowywał spokój, nawet gdy ja go traciłem. Trzymał mnie za rękę podczas badań i szeptał otuchy.
„Jeszcze nie straciliśmy nadziei, Meg. Jeszcze nie, kochanie,” mówił mi.
Lecz pewnego popołudnia, gdy wynik ostatniego badania był gorszy niż się spodziewaliśmy, nie płakaliśmy. Siedzieliśmy przy stole kuchennym, trzymając kubki herbaty jakby były naszymi kołami ratunkowymi, i wlepialiśmy w siebie spojrzenia.
„Jeszcze nie straciliśmy nadziei, Meg.”
„Nie chcę cię w tym dłużej męczyć,” powiedziałam. „Alex, oboje wiemy, że to ja jestem problemem. To… moje wnętrze nie jest sprzyjające.”