Nakarmiłem głodującego weterana i jego psa — miesiąc później mój szef zaciągnął mnie wściekłego do swojego biura, mówiąc: „TO WŁAŚNIE TO, CO ZROBIŁEŚ MIESIĄC TEMU”.

Po długim dniu spędzonym w biurze ubezpieczeń, biegnąc do domu do moich dzieci, w zimnym powietrzu natknęłam się na głodnego weterana z jego wiernym psem. Kupiłam im gorący posiłek i zapomniałam o tym — aż do miesiąca później, kiedy mój szef, widocznie wściekły, wezwał mnie do swojego biura, mówiąc: „Musimy porozmawiać.”

Pracuję jako asystentka administracyjna w małym biurze ubezpieczeniowym — typowa praca, w której ludzie szybko zapominają twoje imię, ale doskonale pamiętają dzień, w którym nie doładowałaś papieru w drukarce.

Każdy dzień to powtarzający się schemat: odbieranie telefonów, umawianie spotkań i udawanie, że nie słyszę, jak agenci kłócą się o swoich klientów.

Większość czasu odliczam minuty do momentu, w którym mogę pobiec do moich dzieci. Byłam już spóźniona, w dniu, kiedy moje życie na zawsze się zmieniło.

Moje dwa małe skarby mają pięć i siedem lat — idealny wiek, w którym potrafią zarówno rozczulić cię, jak i wyssać całą energię w tym samym oddechu.