Anna przez chwilę stała nieruchomo. Potem

Anna przez chwilę stała nieruchomo. Potem powoli odstawiła torby pod ścianę, złożyła kartkę z listą i położyła ją na stole. Nie podniosła głosu, niczego nie tłumaczyła. Zdjęła kurtkę, wzięła torebkę i wyszła z kuchni.

— Dokąd idziesz? — zapytała zaskoczona teściowa.

— Na spacer — odpowiedziała Anna spokojnie.

Zamknęła za sobą drzwi, zanim padły kolejne słowa. Na zewnątrz było zimno, ale mroźne powietrze przyniosło ulgę. Szła długo, bez celu, aż poczuła ból w nogach. Usiadła na ławce w parku i dopiero wtedy pozwoliła sobie na łzy. Nie z gniewu. Z wyczerpania.

Wróciła późnym wieczorem. W mieszkaniu paliło się światło. Z kuchni dobiegały głosy. Teściowa rozmawiała przez telefon, Marcin siedział przy stole. Oboje spojrzeli na Annę.

— Gdzie byłaś? — zapytał.

— Musiałam wyjść.

— Mama przywiozła zakupy. Jutro trzeba zacząć wcześnie.