Przez całe lato — i aż do jesieni — starsza kobieta codziennie wspinała się na dach swojego domu i wbijała ostre drewniane kołki.
Gdy liście zaczęły opadać, dach był nimi najeżony. Ludzie byli zaniepokojeni. Niektórzy byli autentycznie przestraszeni. Większość była przekonana, że staruszka w końcu postradała zmysły… aż nadeszła zima 😨😱
Początkowo mieszkańcy wioski obserwowali wszystko w milczeniu. Potem rozległy się pomruki.
„Zwróciłeś uwagę na jego dach?”
„Tak. Od śmierci męża nie jest już taka sama”.
Po śmierci męża rok wcześniej kobieta odizolowała się od wszystkich. Mówiła niewiele, pozostawała sama – a teraz nad jej domem wznosiła się ta dziwna, niemal groźna budowla.
Każdego dnia pojawiały się nowe wyzwania. Dach nie wyglądał naturalnie, jak gigantyczna pułapka czekająca na wyskoczenie. Plotki rozchodziły się szybko.
Niektórzy twierdzili, że odpycha siły ciemności.
Inni twierdzili, że to dziwaczna renowacja.
Najbardziej bezczelna szepnęła, że utworzyła w swoim domu jakiś rodzaj kultu.
„Żaden zdrowy na umyśle człowiek by czegoś takiego nie zrobił” – mamroczą ludzie przed sklepem.
„Wszystko jest ostre. Już samo patrzenie przyprawia mnie o dreszcze.”
Nikt nie zauważył staranności wykonania prac.
Osobiście wybierała każdy kawałek drewna, wybierając wyłącznie suche i mocne kołki. Każdy z nich naostrzyła pod precyzyjnym kątem. Układała je powoli i metodycznie, upewniając się, że są solidnie zamocowane. Znała dach jak własną kieszeń – każdy słaby punkt, każde miejsce wymagające wzmocnienia.