Wiadomość od Ireny tak i pozostała nieodczytana. Anna odłożyła telefon ekranem do dołu i przez dłuższą chwilę patrzyła w ścianę, jakby to ona mogła udzielić odpowiedzi. Ostatecznie — nie pojechała. Poranek minął w pośpiechu, ale nie w tym, który towarzyszy wyjazdom. Nie było walizek, biletów, nerwowego sprawdzania dokumentów. Zamiast tego — garnki, tabletki, przeciągłe westchnienia Teresy i ciche, drażniące niezadowolenie Marka, który jakby już zapomniał, z czego wynikła wczorajsza awantura. — Wstałaś dziś wcześnie — rzucił, zakładając kurtkę. — Zwykle do dziesiątej nie wychodzisz z sypialni.
— Mam spotkanie online — odpowiedziała Anna. — O dziewiątej. — Aha — uśmiechnął się krzywo. — Znowu „online”. Teresa siedziała przy stole, starannie układając jakieś papiery w teczce. Anna rozpoznała koperty — fundusz emerytalny, rachunki, zaświadczenia. — Zrobiłam tu porządek — powiedziała teściowa przesadnie łagodnym tonem. — Bo u ciebie zawsze wszystko porozrzucane. Młodzi nie są przyzwyczajeni do ładu. Anna nic nie odpowiedziała. Dawno już zrozumiała: każda reakcja tylko pogarsza sprawę.
Kiedy Marek wyszedł, mieszkanie jakby się skurczyło. Powietrze zgęstniało, wypełniło się czymś niewypowiedzianym. — Anno — odezwała się Teresa. — Podejdź, proszę. Anna podeszła. Teściowa spojrzała na nią uważnie — spojrzeniem czujnym, ostrym, wcale nie spojrzeniem chorej kobiety. — Chcę z tobą poważnie porozmawiać — powiedziała. — Jak kobieta z kobietą. Anna napięła się wewnętrznie.
— Widzę, że jesteś niezadowolona — ciągnęła Teresa. — Myślisz, że przeszkadzam. Że specjalnie to wszystko robię. — Nic takiego nie myślę — odpowiedziała zmęczonym głosem Anna. — Właśnie. Ty nie myślisz. Żyjesz tak, jakbyś była sama. Praca, laptop, rozmowy… A rodzina to poświęcenie. Ja całe życie się poświęcałam. — To był pani wybór — powiedziała cicho Anna. — Nie mój. Teściowa zmrużyła oczy.
— No właśnie — skinęła głową. — To jest twoja prawdziwa natura. Egoizm. Chcesz wszystko naraz. A tak się nie da. I nagle Anna poczuła coś dziwnego. Nie złość. Nie zmęczenie. Tylko chłodną jasność. — Tereso — powiedziała powoli. — Pani jest tu tymczasowo. Tak się umawialiśmy. — My? — Teresa uśmiechnęła się kpiąco. — Z kim ty się umawiałaś? Z Markiem? To mój syn. On mnie nie zostawi. — Ja nie proszę, żeby mnie pani zostawiła — odpowiedziała Anna. — Proszę tylko, żeby pani szanowała moje życie.