Miałem 32 lata, kiedy odkryłem, że nie byłem prawdziwą sierotą. W tym czasie pogrzebałem już trzy osoby: moją mamę, tatę i babcię. Tak właśnie myślałem, że to się stało.
List dotarł do mnie trzy dni po jej pogrzebie.
Taki sam stary stół w kuchni. Taka sama brzydka winylowa oklein. Na tym pustym krześle wisiała jej sweter. W domu unosił się zapach kurzu i delikatnej cynamonowej nuty, jakby próbował przypomnieć sobie o niej.
Kettle na, dwa kubki z przyzwyczajenia.
Na kopercie widniało moje imię w jej charakterystycznym piśmie.
Przez minutę wpatrywałem się w to.
“Nie, nie, absolutnie nie,” wymamrotałem.
Następnie zrobiłem herbatę, której nie chciałem, bo tak by zrobiła. Kettle na, dwa kubki z przyzwyczajenia, mimo że jedna z nas była już martwa.
W końcu otworzyłem kopertę.
Jej pismo uderzyło we mnie mocniej niż jakiekolwiek mowy pogrzebowe.
Tak jak wtedy, gdy miałem sześć lat.
_Moja dziewczynko,_ zaczynał list.
_Jeśli to czytasz, moje uporne serce w końcu się poddało. Przepraszam, że zostawiam cię znów samą._