Śmiech rozbrzmiewał w zamkniętej sali restauracji Damascus Rose. Siedziałam nieruchomo, trzymając w ręku szklankę, podczas gdy dwanaście osób z rodziny Almanzor rozmawiało w szybkim arabskim, myśląc, że nic nie rozumiem.
Tariq, mój narzeczony, siedział na czołowej pozycji przy stole, jego ręka spoczywała ciężko na moim ramieniu. Jego matka zerkała na mnie z chłodnym rozbawieniem.
„Nawet nie potrafi zaparzyć porządnej kawy,” żartował Tariq do swojego brata. „Skorzystała z maszyny.”
Uśmiechnęłam się spokojnie. Wyglądali na przekonanych, że jestem niewyedukowaną amerykańską narzeczoną. W rzeczywistości się mylili.
Gdy Tariq się zbliżył i powiedział: „Moja mama twierdzi, że dzisiaj wyglądasz pięknie,” podziękowałam mu, mimo że Leila akurat komentowała, że moja sukienka sprawia wrażenie taniej.
Słyszałam wszystko.
W łazience sprawdziłam telefon. Odebrałam wiadomość od Jamesa Chena, szefa ochrony mojego ojca:
„Zapis ostatnich trzech kolacji jest przetłumaczony. Twój ojciec chce wiedzieć, czy jesteś gotowa.”
„Jeszcze nie,” odpowiedziałam. Potrzebuję najpierw nagrań z spotkań biznesowych.
Osiem lat temu zaczynałam jako Sophie Martinez – naiwny, świeżo zatrudniony pracownik w firmie mojego ojca w Dubaju.
Nauczyłam się arabskiego, zgłębiłam kulturę i awansowałam na COO.
A potem pojawił się Tariq Al-Mansur — charyzmatyczny, wpływowy, a ja wierzyłam, że jest doskonałym połączeniem z saudyjskim rynkiem.
Przyjęłam jego ofertę ze względów strategicznych, a nie miłosnych. Nie zdawałam sobie sprawy, że on miał chłodniejsze pobudki wyboru niż ja.
Dzięki technice, której używał, aby ukryć swoje zdolności, zrozumiałam wszystko. Rodzina Tariqa żartowała ze mnie po arabsku, nie zdając sobie sprawy, że doskonale wszystko rozumiem.
Co gorsza, dowiedziałam się, że jego firma knuła z konkurencyjną Blackstone Consulting, aby przejąć dane Martinez Global.