Kiedy rano podniosłam koszulę męża, spodziewałam się wysypki albo ugryzienia owada. Ale nie tego.
Na jego górnej części pleców widniało około trzydziestu maleńkich czerwonych śladów, idealnie ułożonych, lśniących niczym przezroczyste jaja pod skórą. Ścisnęło mnie w żołądku.
„Oliver, nie ruszaj się” – wyszeptałam.
Na początku się roześmiał, myślał, że żartuję, dopóki nie zobaczył mojej miny.
Dwadzieścia minut później byliśmy na izbie …
👇 👇 👇 👇 👇