Przy kasie nieuchronnie, niemal automatycznie, pada pytanie: „Czy chce Pan/Pani paragon?”. I bardzo często, odruchowo lub z troski o środowisko, odpowiadamy „nie”. W końcu ten mały kawałek papieru ląduje zmięty na dnie naszej torby… Jednak za tym pozornie niegroźnym gestem kryje się o wiele mniej niewinna rzeczywistość. Bo odmowa przyjęcia paragonu może czasami oznaczać, że pieniądze uciekają nam bez naszej wiedzy, ze szkodą dla naszego codziennego budżetu.
Jeden błąd w cenie i Twój budżet ucierpi.

Trudno to sobie wyobrazić, ale błędy cenowe w supermarketach nie są niczym wyjątkowym. Niezastosowanie promocji, błędnie zaktualizowane ceny na półkach, pomylenie dwóch podobnych produktów… W przypadku pojedynczego produktu wydaje się to nieistotne. Jednak w ciągu roku suma może szybko się kumulować.
Bez paragonu nie da się spokojnie sprawdzić, za co się faktycznie zapłaciło. Wystarczy jedno spojrzenie przed wyjściem ze sklepu, by od razu wskazać błąd, bez zbędnych dyskusji.
„Podwójne skanowanie”: niewidoczny błąd
Inną sytuacją, częstszą niż mogłoby się wydawać, jest dwukrotne skanowanie tego samego produktu. Gdy koszyk jest pełny, a płatność jest zbliżeniowa, błąd łatwo pozostaje niezauważony.
Kilka dodatkowych euro tu i tam, kumulujących się tydzień po tygodniu. Paragon staje się wówczas cennym sprzymierzeńcem w wychwytywaniu anomalii, które po cichu nadwyrężają budżet.
Dowód zakupu na wypadek kontroli
To zawsze trochę stresujący moment: bramka bezpieczeństwa piszczy przy wyjściu. Nawet jeśli nic złego się nie stało, brak biletu komplikuje sprawę.
Ten dokument po prostu dowodzi, że przedmioty należą do Ciebie. Bez niego udowodnienie, że działasz w dobrej wierze, staje się trudniejsze, zwłaszcza gdy się spieszysz lub masz dzieci.