Nazywam się Margaret Ellington i mając siedemdziesiąt lat, nigdy nie wyobrażałam sobie, że najokrutniejsze słowa, jakie kiedykolwiek usłyszę, wyjdą od córki, którą samotnie wychowywałam. Sześć miesięcy wcześniej moja córka Lily, niedawno rozwiedziona i borykająca się z problemami finansowymi, stanęła u moich drzwi z dwójką dzieci. Od śmierci męża mieszkałam sama w dużym, pięciopokojowym domu na obrzeżach Denver. Kiedy Lily ze łzami w oczach powiedziała mi, że jej były mąż zostawił ją dla młodszej kobiety, bez wahania ją przyjęłam.
„Mamo, nie mam dokąd pójść” – szlochała. „Proszę… tylko do czasu, aż wyzdrowieję”.
