Marina Castillo wyczuła zagrożenie sekundę przed wszystkimi innymi – i ta sekunda zmieniła wszystko.
Było październikowe popołudnie jak każde inne, jedno z tych, które każe myśleć, że nic złego nie może się stać. Niebo było czyste, błękitne, ulica hałaśliwa, ale znajoma. Marina właśnie wyszła przez wejście dla obsługi hotelu Emperador, w nieskazitelnym niebieskim uniformie, z lekką torebką, w której znajdowała się jedynie kanapka i zniszczony portfel. W wieku trzydziestu dwóch lat żyła dniem dzisiejszym: rozkładem jazdy autobusów, godzinami odbioru dzieci z przedszkola, dwukrotnie liczonymi monetami przed ich wydaniem.
Przez pięć lat sprzątała korytarze przesiąknięte importowaną wodą kolońską. Pięć lat uprzejmej dyskrecji. Nigdy się nie skarżyła – ani gdy klienci przechodzili obok niej, nie widząc jej, ani gdy bolały ją plecy – bo Carlos potrzebował dopasowanych butów, a Emma i tak prosiła o dodatkowe przytulanie przed snem „na wszelki wypadek”.
Przeczytaj więcej na następnej stronie >>