Dzień dopiero się zaczynał. Do pokoju wpadało szarawe światło. Spojrzałam w górę na ścianę, wciąż ospała po śnie. Różowawy kształt przykuł mój wzrok. Dziwna faktura. Spieniony wygląd. Zaparło mi dech w piersiach. Poczułam falę napięcia. Ten widok zburzył mój poranny spokój.
Zrobiłem krok. Potem kolejny. Serce waliło mi jak młotem. To coś nie przypominało niczego znajomego. Ośmiocentymetrowa masa, rozciągnięta niczym żywy ślad. Zamarłem. Strach przeszył mnie niczym lodowaty prąd. Wyobrażałem sobie tysiące absurdalnych scenariuszy.
Ogarnęła mnie chęć ucieczki. A jednak zostałem.
