Mury się zaciskają. Były prezydent USA stoi teraz w centrum federalnej sprawy karnej, która godzi w samo serce amerykańskiej demokracji. Prokuratorzy twierdzą, że nie była to zwykła walka polityczna, lecz skoordynowana próba powstrzymania pokojowego przekazania władzy. Zwolennicy nazywają to polowaniem na czarownice. Krytycy – pociągnięciem do odpowiedzialności. Naród czeka, podzielony i oddycha…
Nowy federalny akt oskarżenia przeciwko Donaldowi Trumpowi zmusza kraj do zmierzenia się z pytaniami, z którymi nigdy tak naprawdę nie musiał się zmierzyć: co się dzieje, gdy słowa i działania prezydenta kolidują z prawnymi barierami demokracji? Prokuratorzy twierdzą, że Trump zmówił się w celu defraudacji Stanów Zjednoczonych i utrudniania pracy Kongresu, nie tylko poprzez kwestionowanie wyników wyborów, ale także poprzez forsowanie nieudowodnionych zarzutów o oszustwo, wywieranie presji na urzędników i wspieranie działań mających na celu utrudnienie certyfikacji głosów.