Był typowym złotym chłopcem: zawodnikiem pierwszej drużyny uniwersyteckiej, idealnymi zębami i uśmiechem, który sprawiał, że nauczyciele wybaczali mu spóźnione prace domowe. Między zajęciami całował mnie w szyję i mówił, że jesteśmy bratnimi duszami.
Wychowywałam moich synów bliźniaków zupełnie sama – ale kiedy skończyli 16 lat, wrócili do domu ze studiów i powiedzieli mi, że nie chcą mieć ze mną już nic wspólnego
