Pracownicy Riverside Manor zgłaszali dziwne zdarzenia. W skrzydle dziecięcym gasło światło, ale nie w pozostałej części budynku. Temperatura spadała nagle, bez żadnego wyjaśnienia, a problem ograniczał się wyłącznie do sypialni dzieci. Przedmioty się poruszały, choć nie drastycznie: kubek przesunął się o siedem centymetrów w lewo, krzesło stanęło twarzą do ściany, drzwi, które były otwarte, zamknęły się, choć nikt ich nie dotykał. Dzieci nie odzywały się, a jednak komunikowały się. Pracownicy opisywali, że czuli się obserwowani, nawet z zamkniętymi oczami. Jedna z opiekunek opowiadała, że obudziła się w środku nocy i zobaczyła, że wszystkie jedenaścioro dzieci stoi w milczeniu wokół jej łóżka, wpatrując się w nią. Wyszła następnego ranka. Inna opiekunka zgłosiła, że słyszała głosy na korytarzu, rozmowy w języku, który brzmiał jak angielski odtwarzany od tyłu. Po zbadaniu sprawy znalazła dzieci śpiące w swoich łóżkach, ale głosy trwały aż do świtu.
W 1973 roku stan podjął decyzję o trwałym utajnieniu wszystkich dokumentów związanych ze sprawą Dalhart. Oficjalnym powodem była ochrona prywatności dzieci pozostających pod opieką państwa. Według notatki, która ujrzała światło dzienne dekady później, prawdziwym powodem była obawa przed paniką społeczną i potencjalną odpowiedzialnością prawną, gdyby prawdziwa natura osób badanych wyszła na jaw. Notatka nie wyjaśniała, co oznacza „natura”. Nie musiała. Wszyscy zaangażowani zrozumieli wtedy, że dzieci z Dalhart nie były po prostu przerażone lub opóźnione w rozwoju. Były czymś innym: czymś, co żyło w tych górach od pokoleń, ukryte na widoku, podszywając się pod człowieka. A teraz odpowiedzialność ponosiło państwo.
←PoprzedniNastępny→