„Bo wiem, jak to jest być lekceważonym” – odpowiedział po prostu.
Słowa utkwiły jej w pamięci. Luca z nieoczekiwaną elegancją wprowadził ją na ring, a świat wokół zdawał się cofać. Po raz pierwszy Amelia poczuła się bezpiecznie, jakby ktoś postawił barierę między nią a wszystkimi słowami, które raniły ją przez lata.
Kiedy piosenka dobiegła końca, dał jej dyskretny znak i wyszli razem na zewnątrz, do oświetlonego latarniami ogrodu. Zimne powietrze uderzyło ją w policzki, ale nie przejęła się tym.
„Nie powinien pan tego robić, panie Roman” – powiedziała zawstydzona. „Teraz wszyscy będą gadać jeszcze więcej”.
„Pozwól im gadać, Amelio. Słowa ranią tylko wtedy, gdy im na to pozwolisz” – odparł spokojnie, patrząc na małe jeziorko na podwórku.
Nastąpiła długa cisza, słychać było tylko szelest liści. Potem dodał:
„Powiedz mi coś, jeśli to nie za dużo. Dlaczego tak na ciebie patrzyli?”