— Może jeszcze ktoś zgłodnieje… — powiedział cicho.
I od tego dnia piekarz nie patrzył już na złodziei ze złością, lecz z nadzieją, że gdzieś za głodem kryje się przyszły dobry człowiek.
Jego opowieść przechodziła z ust do ust po całym mieście, a piekarnia Iona stała się miejscem, do którego ludzie przychodzili nie tylko po chleb, ale i po odrobinę człowieczeństwa.