Miła służąca zobaczyła głodnego, małego chłopca drżącego przed bramą dworu

Powoli skinął głową, a potem położył ręce na stole. — Nie myliłaś się, Klaro. Właściwie… postąpiłaś słusznie.

Kobieta zamrugała z niedowierzaniem. — Co masz na myśli?

— Kiedy byłam w jego wieku, moja matka była służącą u rodziny w Ploeszti. Pewnej zimy nie mieliśmy nic do jedzenia. Nieznajomy przyniósł nam bochenek chleba i kubek mleka. Wciąż pamiętam ten smak. To był początek mojej przemiany.

Jego oczy na chwilę pociemniały. — Może dziś moja kolej.

Wyjął portfel z kieszeni i położył kilka banknotów na stole. — Jutro rano, Klaro, idź z nim do ratusza. Chcę się dowiedzieć, czy ma krewnych, gdzie mieszkał. Jeśli nie, zatrzymamy go tu na jakiś czas.

Kobieta poczuła łzy spływające jej po policzkach. — Proszę pana…

— Proszę nic nie mówić. Czasami głodne dziecko potrzebuje kogoś, kto spojrzy na nie bez pogardy.

Wieczór minął w dziwnej ciszy. Klara zabrała Mihaia do małego pokoju gościnnego i przykryła go miękkim kocem. Chłopiec mruknął przez sen: „Dziękuję…”.