„Czy mogę zaśpiewać za talerz jedzenia?”

To była starsza kobieta, elegancko ubrana, ze złotą broszką przypiętą do kołnierzyka. Przyłożyła rękę do serca i drżącym głosem powiedziała:
„Nigdy czegoś takiego nie słyszałam”.

W sali zapadła ciężka, lecz ciepła cisza. Ludzie wydawali się zawstydzeni swoim poprzednim milczeniem, zimnymi spojrzeniami i stłumionym śmiechem. Fortepian wciąż lekko wibrował, jakby i on wyczuł ból dziewczynki.

Pan Carter podszedł do Amalii powoli, z łagodnym spojrzeniem.

„Jak masz na imię, mała dziewczynko?”