Biedna dziewczynka z dzieckiem zasypia na ramieniu prezesa firmy w samolocie, ale budzi się zszokowana, gdy ten…

„To też wyjaśnił” – powiedziała Carmen. „Powiedział, że nie powiedział ci, kim jest, bo nie chciał, żebyś pomyślała, że ​​kupuje twoje uczucia”.

Carmen otworzyła artykuł informacyjny na swoim telefonie.

Dyrektor generalny Whitmore tworzy inicjatywę budowy mieszkań dla samotnych matek ku pamięci zmarłej matki.

Rachel przeczytała cytat na głos.

„Moja matka, Maria Santos Whitmore, wychowywała mnie samotnie po tym, jak ojciec porzucił nas, gdy miałem 7 lat. Pracowała na trzech etatach, żeby zapewnić nam dach nad głową i wyżywienie…”

„Santos to jej panieńskie nazwisko” – powiedziała Carmen. „Dorastał w biedzie. Rozumie”.

Rachel wpatrywała się w ekran.

„Jest tutaj, w Chicago” – dodała Carmen. „Zatrzymuje się w hotelu, w którym jutro odbędzie się moje przyjęcie. Zaprosiłam go”.

Rachel spojrzała na Sophię.

„A co jeśli nie będę wystarczająco odważna?” – wyszeptała.

„Jesteś” – powiedziała Carmen. „Zawsze byłeś”.

Następnego wieczoru Rachel stała przed salą balową hotelu, gdzie odbywało się przyjęcie Carmen. Miała na sobie pożyczoną szmaragdowozieloną suknię.

Przez szklane drzwi widziała gości mieszających się w delikatnym, złotym świetle.

Przy stoliku z tyłu siedział James w czarnym smokingu.

Obserwował wejście.