Wdowiec-milioner ukrył się, żeby zobaczyć, jak radzi sobie jego dziewczyna z trojaczkami, aż kelnerka…

Płacz ucichł.

Drugie dziecko uspokoiło się, gdy Maria położyła mu rękę na brzuchu. Trzecie, mniejsze, trzęsło się.

„Nie jadły” – powiedziała Maria, przyglądając się uważnie. – „I boją się”.

„To nie pani sprawa” – wtrąciła szorstko kobieta. – „W ciągu dnia mają nianie. W nocy muszą spać”.

Maria zacisnęła zęby. „To niemowlęta. Nie potrafią zasnąć na zawołanie”.

W tym momencie drzwi otworzyły się szeroko.

W drzwiach stał wysoki, prosto ubrany mężczyzna. Miał siwiejące włosy i zmęczony wygląd. Nikt go nie zauważył, ale on widział wszystko.

To był Alexandru Popa. Właściciel willi. Ojciec dzieci. Milioner, o którym prasa pisała, że ​​stracił żonę przy porodzie.

Przyszedł wcześniej. Zatrzymał się w korytarzu. I nasłuchiwał.