— Radu.
Wyjęli kopertę. Potem kolejną. Potem klucz.
— Nigdy nie zapomniałam tej zupy, powiedziała jedna z nich.
— Ani chleba.
— Ani tego, jak kazałaś nam usiąść.
Kupili jego stragan. Płacili czynsz przez dziesięć lat. Umieścili na nim małą drewnianą tabliczkę z prostym napisem:
„U cioci Elwiry – nikt tu nie wychodzi głodny”.
Elwira trochę popłakała. Tylko trochę. Bo jej uśmiech, jak zawsze, nie trwał długo.
Ale tego dnia cały plac ucichł.